Warto zrobić wszystko, aby zachować to co w Puszczykowie najcenniejsze

W naszym kraju często spotyka się nastawienie do osób, które coś słusznie krytykują, jako do nieznośnych, marudnych krytykantów – „czepialskich”. Taka jest reakcja na wątpliwości, czy aby nie dałoby się czegoś zrobić lepiej. Przypomina reakcję milicjanta w PRL wobec niezadowolonego obywatela: „Co, nie podoba się? Powiedzcie zaraz, że wam się ustrój nie podoba!” Obywatel najczęściej milkł, bo już lepiej cicho siedzieć. To co, że coś jest niechlujnie, niegospodarnie zrobione… Łatwiej przyzwyczaić się do dziadostwa, które innym już zobojętniało. U nas, panie, się nie da…

To jak walka z „fachowcami”, rzemieślnikami, których zatrudniamy w naszych domach i mieszkaniach. Ja mam zazwyczaj wrażenie, że gdybym miał więcej czasu i sam zajął się tym, co zleciłem malarzowi, murarzowi, stolarzowi itd., zrobiłbym to lepiej. Że gdybym te czynności wykonywał trochę dłużej, zrobiłbym karierę, nie opędził się od zleceniodawców i zbił fortunę.

Podobnie rzecz ma się z różnymi inwestycjami publicznymi. Patrząc, jak zaprojektowano jakąś ulicę, drogę albo most i jak to się buduje, trudno powstrzymać się od krytyki. Gdy gdzieś się interweniuje, często spotkać się można z reakcją przypominającą tę malarza czy murarza: a co, nie podoba się?! Przecież tak ładnie i czysto! Co z tego, że krzywo, że gdzieś coś pękło albo zostało odbite. Jest i tak ładniej, niż było. A że nie idealnie?! Cóż – nobody’s perfect!

Dlaczego o tym piszę? Bo czeka nas wielka inwestycja kolejowa. Oczywiście można powiedzieć mieszkańcom, którzy są krytyczni wobec tego, co kolej zamierza im zafundować, że się czepiają, że przecież będą mieć nowe tory, po których pociągi lepiej pojadą. Więc, obywatelu, nie podoba się wam? Otóż nie podoba się. Zarówno to stare, jak i to, co ma nastąpić. I głównym zarzutem jest, że można lepiej. Tylko trzeba chcieć. Albo być fachowcem, który zrozumie, że budując trasę kolejową między dwiema dużymi aglomeracjami po drodze trzeba liczyć się z tubylcami. Że nowoczesne projektowanie winno uwzględniać interesy innych podmiotów, które mają swoje lokalne sprawy, nie zawsze spójne z interesem kolonialnie myślących projektantów czy inwestorów, którzy tylko chcą prędzej i wygodniej dowieźć pasażerów z miasta A do miasta B.

Uważam, że postawa kolei jest kolonialna. Albo z PRL. Że traktują one mieszkańców Puszczykowa i władze miejskie jak biednych tubylców, którzy mają nieszczęście mieszkać wzdłuż ważnej trasy kolejowej. I którzy i tak powinni okazać wdzięczność: PKP mogły były zamknąć więcej przejazdów, nie zrobić przejść dla pieszych itd. I musiałbyś biedny obywatelu drałować jeszcze dalej, niż teraz, kiedy zamykamy ci przejazd i przejście przy 3 Maja. Więc nie narzekaj, nie krytykuj. Nie wiedziałeś, że robiliśmy „konsultacje społeczne” w… Mosinie? To pech! A może jesteś wrogiem postępu? Komuś będzie lepiej, niż jest teraz, więc inny musi ponieść ofiary. A że to jesteś ty, mieszkańcu Puszczykowa, na to już nic nie poradzimy… taki los…

Takie jest „socjalistyczne” podejście kolei. My rozumiemy, że trasa kolejowa wymaga modernizacji. Tylko że mądra i społecznie odpowiedzialna modernizacja to taka, która uwzględnia inne interesy, a nie tylko kolei. Że myśli się o nas, o naszym mieście i naszym życiu, a nie tylko o torach.

O czym to świadczy? O tym, że demokracja i nowoczesne standardy jeszcze do PLK nie dotarły. Że pieniądze na modernizację wyprzedziły zmiany mentalności. Że projekty są źle zrobione, a inwestor lekceważy obywateli. Przykładem ekrany akustyczne: jeśli już, to niech będą one dostosowane do poziomu architektury Puszczykowa i do charakteru miasta. Mamy widocznie więcej smaku i wyczucia, niż projektanci kolejowi. Nie chcemy, by nas obstawiono białymi tandetnymi panelami z blachy falistej. Żądamy, by zachowano najwięcej drzew, jak tylko się da.

Obywatelu! PRL skończył się dwadzieścia pięć lat temu. Nie musimy godzić się na bylejakość. Mamy prawo mówić, że coś nam się nie podoba i żądać, by traktowano nas podmiotowo. Musimy żądać od kolei (PLK), by prowadzona modernizacja nie wpłynęła na pogorszenie naszego poziomu życia. A od władz miejskich, by walczyły o sprawy miasta i mieszkańców. Ostateczne decyzje nie zapadły. Czytamy o brakach i błędach w dokumentacji, o złych projektach. Dlatego domagajmy się, by przejazd na 3 Maja był utrzymany, a ekrany, jeśli koniecznie muszą stanąć, były na poziomie Puszczykowa, a nie zaplecza straganu.

Mikołaj Pietraszak Dmowski

Komentarzy: 7 o “Wrogowie postępu

    1. co to za sposób komentarza – co ma piernik do wiatraka? PIS, PO, SLD i obrzucanie się tymi partyjnymi etykietami pomoże -oczywiście, że nie. Trzeba próbować lokalnie zawalczyć dla mieszkańców to dodatkowe przejście i zatrzymanie dewastacji estetycznej. Na otrzeźwienie proponuję wybrać się na stację na Dębcu.

  1. Ale jakiś komentator „wysoki” poziom kultury i dyskusji prezentuje. A może jakieś argumenty?

  2. Pierwszy komentator zaatakował z toporną „finezją”.
    Natomiast co do meritum: 100% racji.

  3. Dobry artykuł Pana Dmowskiego, i nie ważne dla mnie jakiej jest on przynależności partyjnej! Ważne, że i mnie przeraża perspektywa estetyki mojego miasta oraz obawa o wygląd paneli. Nie daj Boże, będzie to, na czerwono pomalowany beton! Masakra. Powalczmy o nasze wyjątkowe krajobrazowo miasto!

  4. Cieszę się, że nadal widać „światełko w tunelu” w obronie tego co i dla mnie jest oczywiste – estetyce naszego zielonego miasta. Doskonały tekst, oby poruszył serca i umysły jak największej liczby mieszkańców.

  5. Dopóki Janusz Błachut, dyrektor tej obłudnie zwanej „modernizacji”, jest na wolności, na rozsądek nie ma co liczyć. Dla niego liczy się tylko by za wszelką cenę wybudować to dziadostwo. Za wszelką cenę poniesioną przez innych oczywiście. Bo równie ważne jest, by on sam miał jak najmniej do roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.