Jechałem dziś zmodernizowaną ulicą Grunwaldzką w Poznaniu.  Bywam tam często i każdorazowo stwierdzam to samo: jeździ się wygodnie,  ale wybudowano nową ulicę dla samochodów, zupełnie zapominając o ludziach.   Za wielkie pieniądze stworzono betonowo-metalową pustynię – zapomniano o zieleni.   Przykro powiedzieć, ale polskie miasta coraz bardziej są dla samochodów, a coraz mniej dla ludzi.  A jak jest w Puszczykowie, mieście które chce przyciągać turystów, które chce, aby przyjeżdżali oni nie tylko do lasu, aby chcieli głowę z lasu wysunąć?   Jak jest w naszym Puszczykowie, które chciałoby się, aby było zielonym Puszczykowem, bo przecież jest to jeden z powodów, dla którego tu mieszkamy?  Czy w mieście, które jeszcze niedawno stanowiło część otuliny Wielkopolskiego Parku Narodowego, prowadzona jest jakaś planowa polityka nasadzeń i pielęgnacji drzew i krzewów w przestrzeni publicznej?

Może to wydać się dziwne, ale w puszczykowskiej Radzie Miasta nie ma komisji , ani podkomisji nawet,  która zajmowałaby się tą tematyką.  Jest to tym dziwniejsze, że komisja ochrony środowiska funkcjonuje np. w sąsiedniej Mosinie, choć to Puszczykowo chce uchodzić za zielone miasto.   Siadając do pisania, prześledziłem tematykę posiedzeń komisji Rady Miasta: odnoszę wrażenie, że w tej kadencji jeszcze zieleń miejska punktem obrad  i  dyskusji radnych nie była ani razu.   Będzie, że znowu się czepiam, ale chodząc po Puszczykowskich ulicach odnieść można wrażenie, że drzewa licznie owszem stoją, ale jedynie w lesie, albo na prywatnych posesjach.   Na naszych puszczykowskich ulicach drzew radykalnie ubywa z każdym rokiem, jakby komuś przeszkadzały – szacunkiem się nie cieszą!   Kilkanaście lat temu, kiedy przeprowadziłem się do Puszczykowa na ulicy Poznańskiej drzew nie brakowało, a dziś… szkoda gadać.  Każdego roku jest ich mniej, a wśród tych, które stoją,  nie brak zupełnie suchych, które należałoby zastąpić nowymi nasadzeniami.   Jak zaczęto wycinkę przy okazji modernizacji ulicy, tak każdego roku drzew ubywa.  Na miejsce wyciętych dużych drzew jeśli cokolwiek w ogóle się sadzi, to coś co z nazwy owszem jest drzewem, ale prawdziwym, dorodnym drzewem nigdy nie będzie.   Cienia nie zapewni, hałasu tłumić nie będzie, kurzu nie zatrzyma, uroku ulicy nie doda.  Jest kilka (palców u jednej ręki wystarczy) starych ulic, gdzie stoją piękne stare drzewa, ale to już zasługa tych, którzy w Puszczykowie mieszkali przed nami, nie nasza.   A jak wygląda sytuacja na nowo remontowanych uliczkach, co my przekażemy potomnym?  Tam o zieleni też się nie myśli.  Tam jest jeszcze gorzej: ani drzewka, ani krzaczka, a na ogół ani centymetra trawnika.   Nasze ulice mają być dla samochodów! Nasi potomni otrzymają od nas w spadku pozburk.  Podobnie jest z naszym „niezielonym” puszczykowskim rynkiem, który rynkiem jest z nazwy, a bardziej przypomina parking przecież.

Drzewa, szczególnie te wysokie, kiedyś pięknie opisywane w wierszu Staffa choćby, stały się ostatnimi laty niebezpieczne, więc wycina się je na potęgę, nie tylko w Puszczykowie zresztą.  Kiedy przed kilkoma laty niedaleko mojego domu wycięto wielkiego klona jesionolistnego , w zastępstwie posadzono właśnie coś co drzewem nie będzie, a na Zakolu  posadzono kilkanaście  kolejnych drzewek – bo przepisy tego wymagają.   Miejsca gdzie drzewka posadzono, były ostatnimi gdzie powinno się je posadzić, bo akurat Zakole przy rzece wymaga „prześwietlenia” i to teren zalewowy.  Ale jeśli coś sadzi się dlatego tylko, że przepis wymaga…   O posadzone drzewka nie zadbano, więc w krótkim czasie uschły- do dziś stoi kilka kikutów.  Na zamieszczonych fotografiach wykonanych latem ubiegłego roku, widać co z nich zostało.    Nie chciałbym napisać, że oddają one wiernie stan zieleni miejskiej w Puszczykowie, ale daleko od rzeczywistości obraz ten niestety nie odbiega.

drzewko 2

W statystykach nasze miasto oczywiście wygląda zupełnie dobrze, bo drzewa rosną w lasach, których w granicach Puszczykowa nie brak.  Ale wiemy jak statystyki potrafią fałszować rzeczywistość.  Drzewa rosną też w lasach dookoła Puszczykowa, ale nawet tam, mimo, że to teren WPN, tnie się je na potęgę.   Wzdłuż torów wycięto w ostatnim roku zapewne kilka tysięcy zdrowych drzew:  nikt się nie burzy, ekolodzy milczą.  Podobno takie są przepisy.  W lasie drzew sporo, więc kto by o te kilka tysięcy płakał. Ale wracając do naszych puszczykowskich ulic: gdyby policzyć drzewa na naszych ulicach, to idę o zakład, że jest u nas z nimi gorzej niż we wspomnianej sąsiedniej Mosinie, nie wspominając choćby o Śremie, którego władze znakomicie dbają o zieleń w mieście.

No i drzewa całe szczęście rosną jeszcze na naszych ogrodach, choć i tutaj zachodzą radykalne zmiany.   Spacerując ulicami Puszczykowa  łatwo zauważyć, że ubywa drzew liściastych.  Drzew owocowych już też jak na lekarstwo.   Królują iglaki, tuje – bo zawsze zielone i wymagają najmniej pracy.  Ale to kto co ma w swoim ogrodzie, to jego prywatna sprawa i nie tego dotyczy ten tekst.

Chciałoby się zapytać ilu z nas jeszcze pamięta: „Gościu siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie…” i w ogóle odczuwa taką potrzebę?  A wracając do głównego tematu: jak to jest z drzewami na puszczykowskich ulicach?  Czy Puszczykowo jest jeszcze zielonym miastem?  Czy możemy powiedzieć, że nasze ulice są zielone?

Krzysztof J.Kamiński

Ps. Oczywiście tekst ten nie wyczerpuje tematu, ma on jedynie zachęcić do refleksji i dyskusji.  Będziemy do sprawy drzew i zieleni w przestrzeni miejskiej wracać.

 

Komentarzy: 14 o “W Puszczykowie drzewa na cenzurowanym

  1. Rzeczywiście polityki zieleni w ogóle nie ma. Pewnie masy zieleni otaczające miasto i ogrody domowe usypiają zainteresowanie tym tematem. Bo nawet jak wytnie się wszystkie drzewa zieleni miejskiej i tak tej prywatnej i parkowej zieleni będzie pełno. Co do iglastych ogródków, ładnie o tym napisał kiedyś Pan P.Wojnowski, a przy okazji, Stowarzyszenie Ochrony Tradycyjnego Charakteru (?) Puszczykowa jeszcze istnieje?

  2. No, to już pewno pierwszy krok do drogi przelotowej na Solskiego. Powolutku, powolutku, Inwestycje Puszczykowskie S.A. robią swoje.

  3. Na Studziennej wycięto stare wierzby płaczące, zdaje się dlatego że osmieliły się brudzić murek posesji. Oczywiscie drzewa były tam wczesniej niż murek, no ale one głosu nie maja a własciciel posesji owszem. Kilka lat temu dokonano – też przy Studziennej – masakry skarpy. Z przyczyn tajnych i niezrozumiałych wcięto wszystko – drzewa i krzewy – do gołej ziemi, po to zrobić „nowoczesną” skarpę, przykrytą folią i obsadzoną kosodrzewiną (!?). Kiedys w gąszczu na skarpie gnieździły się słowiki. Teraz atrakcją jest reklama …. firmy pogrzebowej.
    I tak dalej.
    Niestety mieszkańcy Puszczykowa pozbywają się ogrodów. Chyba nie wypada mieć drzew, krzewów, kwiatów, pietruszki – wypada mieć trawnik, obowiązkowe „zeriby” z tuj no i maksimum pozbruku albo kostki granitowej. Z żadnego punktu widzenia Puszczykowo nie jest miastem ogrodem. Nawiasem mówiąc miasto-ogród to pojecie z dziedziny urbanistyki i bynajmniej nie oznacza miasta, w którym jest dużo zieleni. A nawet gdyby, to w Puszczykowie – wszystkie pana uwagi są słuszne – zieleni jest coraz mniej i z winy władz i samych mieszkańców.

    1. Autocad, modernizm i pieczątka – w tych 3 słowach zawiera się wszystko.
      Wszystko z aktualnie obowiązującej mody architektów: domy jak kontenery albo proporcje jak kaplice, potem beton towarowy, srebrna blacha, popiel i grafit. A zieleń? Kwadratowe tuje, trawa pampasowa, sosna himalajska, jodła kalifornijska i sortowane kamienie… Antyśrodowisko w którym nie ma miejsca na element swobodny, niezaprojektowany. Ptaki które latają jak chcą po liniach krętych a nie prostokątnych. Liście które rosną jak chcą i spadają gdzie popadnie. I jeszcze trzeba sprzątać.
      Aktualna moda (trend) ewoulująca z modernizmu i minimalizmu tak na prawdę wypływa z kompleksu niepełności wykształcenia (brak przedmiotów z dziedziny wiedzy humanistycznej i specjalistycznej: filozofii, estetyki, psychofizjologii widzenia, teorii koloru {?!}, ergonomii, architektury wnętrz{tylko jeden semestr w roku dyplomowym}, rewitalizacji i konserwacji zabytków, biologii i botaniki, itp.).
      Tu się, proszę was, wszystko zaczyna a na przykładowej wierzbie ulicy Studziennej kończy.

  4. Proponuję przemianować ul. Dworcową na al. Drwali Puszczykowskich…

  5. W Mosinie dbają – a konkretnie 5 osób zatrudnionych w referacie ochrony środowiska + obecnie trwa rekrutacja na Architekta Zieleni. TO WSZYSTKO bardzo dużo kosztuje.

  6. A ja proponuje zwolnić jeszcze paru ludzi z urzędu co czytelnikom tegoż forum bardzo odpowiada, to może wszystko zrobi się samo.

    1. Panie Wojtku pisze pan jakby w urzędzie brakło ludzi i dlatego stan drzew jaki jest. A tam przecież są ludzie za zieleń w mieście odpowiedzialni i chyba nie zajmują się jedynie wydawaniem pozwoleń na wycinkę.

    2. Panie Wojtku, proszę spojrzeć na tabelkę z kwietniowego Forum. Z zestawionych liczb wynika, że wydajemy więcej na administrację niż trzykrotnie bardziej zaludniona gmina Mosina.

      1. Wystarczy spojrzeć na pracę Straży Miejskiej. Były kiedyś dyżury dwuzmianowe po obcięciu etatów została jedna zmiana i konia z rzędem temu kto wie kiedy oni są. Raz od rana raz popołudniu chyba powinienem nosić w portfelu grafik ich pracy a przypomnę że to jest (była) jedyna służba mundurowa według mnie w naszym mieście na którą można liczyć.

  7. A ja proponuję aby p.burmistrz wreszcie zaczął chodzić po mieście to zobaczy co się w nim naprawdę dzieje.Ta samo zresztą p.radni.

    1. Referat ochrony środowiska, „referat” – co to za nazwa! Brrrr! Nie może to być po prostu Architekt Miejski?
      W tej formule może się mieścić wydział Urbanistyki, Architektury i Ochrony Zabytków, i Środowiska. Zatrudnione 3 osoby: Architekt pełen etat, Urbanista pół etatu i Architekt Zieleni pół etatu. W dziale 3, Środowiska znalazł by się: Architekt Zieleni i podlegli wykonawcy terenowi zajmujący się nasadzeniami, pielęgnacją i sprzątaniem, dalsze 3 osoby na pół etatu. Koszt całkowity 3 i pół etatu plus podstawowy sprzęt. I sprawy ruszą do przodu. Na razie jest regres i erozja.
      Tak ja to widzę.

  8. „Adam Wajrak: symbolem naszego narodu jest dzika puszcza
    WP | dodane 58 minut temu
    Polskie społeczeństwo ma bardzo mało rzeczy, które łączą je pozytywnie. Dzieli nas wiele tematów: Smoleńsk, Żołnierze Wykleci, aborcja, tamto i owamto. Przyroda – ludzie czują to instynktownie – to jest taka rzecz, która nas jednoczy, z której możemy być dumni. To jest mój taki bardzo nowoczesny patriotyzm, który nie jest skierowany przeciwko komuś. Jest tu i teraz. Losem Puszczy Białowieskiej interesują się lewacy i prawacy, centrowi, katolicy, ultrakatoliccy, antyklerykałowie itd. Dlatego… .”

    Obawiamy się że Powiat Poznański ma odmienne priorytety postępu. Tu na pierwsze miejsce wychodzi budowa szerokopasmowych dróg, wiaduktów, rozjazdów, objazdów, obwodnic, rond, balustrad, parkanów, płotów, ekranów.. Przy czym to nie jest postęp jakości tylko przyrost nowych inwestycji w sytuacji gdzie większość dróg jest nadal dziurawa lub połatana asfaltowymi stemplami z zapadlinami. W planowaniu dróg nie występuje taki czynnik jak komponent zieleni niskopiennej, izolacyjnej, obsesyjnie wycinane są stare drzewa.

    Przez ponad pół roku nad głową mamy zaciągniętą „blachę szarości” w postaci powłoki chmur, pod nogami szarą zmrożoną ziemię lub asfalt tudzież postbruk, a przed sobą zieleń bez zieleni i szarą industrialną przestrzeń, betonowe płoty lub masowo modnie malowane domy na popiel lub grafit. Do tego jeszcze Poznański Plastyk wymyślił sobie pomalować modnie tzw. umeblowanie miast (słupy, balustradki, etc.) na szaro-grafitowo, które po miesiącu pokryje nie zmywany brud (o tym nie pomyślał) zamieniając grafit na popiel. Przez ponad pół roku żyjemy w szarym depresyjnym oświetleniu.
    Jak nie nadejdzie wkrótce refleksja to za 10 lat takiego „postępu” staniemy się absolutną autorytarną krainą szarości, krainą samych dróg i pędzących aut w szarym środowisku, zamknięci jak w szarej kuli.
    I sami też staniemy się popielaci, spełnimy w ten sposób zasadniczy postulat Chińskiej Rewolucji Kulturalnej o szarym zunifikowanym złym społeczeństwie w szare mundurki ubranym.

    Więc, apel! Powstrzymajmy się od wycinki drzew w Puszczykowie, nie poszerzajmy drogi na Cyryla Ratajskiego a inne tylko jakościowo polepszajmy, nie malujmy więcej domów na popiel, nie stawiajmy betonowych płotów i grafitowych słupków! Sadźmy drzewa i krzewy liściaste.
    Na początek! Taki nowoczesny patriotyzm!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.