Podobno są dwie rzeczy, które z pewnością nas dopadną: śmierć i podatki. To porzekadło przyszło mi na myśl podczas lektury wywiadu B. Lewickiego ze skarbnikiem miejskim P. Łoździnem w „Echu Puszczykowa”. Pomyślałem sobie, no tak, podatki są nieuchronne. Mówi się „płacz i płać”. Tak też pewnie życzyłby sobie każdy skarbnik.

W wywiadzie redaktor propagandowego pisemka miejskiego zdradza swoje wyobrażenie rozwoju: „W innych gminach powiatu poznańskiego widzimy bardzo dynamiczny rozwój – powstają powierzchnie pod działalność gospodarczą. W Puszczykowie takich nie ma.” (W ten uproszczony i staroświecki sposób widzi rzekomy rozwój więcej urzędników miejskich. Sam słyszałem – rozwój to np. poszerzenie ulic Reymonta i Słowackiego!) To podejście dziewiętnastowieczne, jak z czasów „Ziemi Obiecanej”. Rozwój mierzy się przestrzenią przekształconą, czyli przede wszystkim zabudowaną pod działalność gospodarczą. (Tak, jakby nowoczesne technologie wymagały powierzchni, a rozwój, czy tzw. postęp oznaczały urbanizację.)

Tymczasem skarbnik podaje dane, które temu przeczą. Uważa, że naszą – Puszczykowa – siłą, są wpływy z PIT – podatku dochodowego od osób fizycznych. Np. jeden średni podatnik – przedsiębiorca daje naszemu miastu tyle, co podatek od nieruchomości 1000 m2 zajętej pod działalność gospodarczą. Słuszne spostrzeżenie nie wywołuje jednak logicznych skutków. Jeden zamożny, aktywny gospodarczo mieszkaniec, który chce mieszkać w jako takim komforcie – ciszy, zieleni, spokoju, mieście ogrodów – przynosi miastu tyle, co market wielkości tylko trochę mniejszej od forsowanej na ul. Moniuszki. Jaka w tym logika? Dlaczego burmistrz Balcerek dogaduje się z developerską spółką, żeby miastu dać z kolejnego marketu rocznie tyle samo, ile ma ono od jednego zarejestrowanego przedsiębiorcy na swoim terenie? To już tajemnica burmistrza, ja tych względów nie rozumiem. Pan Łoździn mówi przecież: „dla rozwoju Puszczykowa nasze podatki są wystarczające”.

Skarbnik dopiewsko-puszczykowski P. ŁoździnSkarbnik zarabia w Puszczykowie, tutaj nie mieszka, ale straszy mieszkańców naszego miasta

Ale chyba nie do końca. Urząd miejski rozpoczął nachalną akcję nagabującą przedsiębiorców do wskazania Puszczykowa jako beneficjenta samorządowej części PIT. Ci niesforni mieszkańcy tu korzystają ze szkół dla dzieci, tu mieszkają, „a nie poczuwają się do tego, aby poprzez swój podatek współfinansować wydatki miasta na realizację zadań, które służą nam wszystkim”. „Wystarczy, że wszyscy nasi mieszkańcy będą takimi lokalnymi patriotami i będą płacili podatki tam, gdzie mieszkają.” „Nie muszą nic więcej zrobić, jak tylko w deklaracji PIT oświadczyć, że mieszkają w Puszczykowie.” To rzeczywiście drobiazg i trzeba przyznać, że w normalnych warunkach należałoby tego od mieszkańców oczekiwać.

Urząd miejski już rozsyła napominające listy do osób, które podejrzewa, że tutaj mieszkają, a podatków na rzecz Puszczykowa nie odprowadzają. Wiem o przypadku, kiedy adresat takiego listu był badawczo wypytywany przez urzędnika miejskiego, gdzie w zasadzie mieszka. „Niemal wszyscy się tu znają” mówi skarbnik. Urząd swoje wie, ma różne rejestry. I kawałek dalej sygnalizuje ustami skarbnika, że to co prawda ostateczność, ale miasto ma możliwość wystąpić „z pozwem do sądu o odszkodowanie” za utracone wpływy od takich, co tu mieszkają, a podatek płacą np. w Poznaniu. „Oczywiście nie chcielibyśmy podejmować tych czynności! Liczymy, że mieszkańcy, którzy otrzymają pismo z Urzędu [a jakże, z wielkiej litery – przyp. MPD] sami dokonają odpowiednich zmian.” Czyli można rozumieć, nie chcemy pozwać was mieszkańcy do sądu, ale jak nas do tego zmusicie, to to zrobimy. Taka trochę zawoalowana groźba. Bo miasto „traci co roku miliony złotych”.

A przecież, czytamy, p. Łoździn przekonywał wraz z burmistrzem, że warto wybudować halę widowiskowo-sportową i szukał możliwości jej sfinansowania. Planuje inwestycje w najbliższych dwóch latach na poziomie przeszło 10 mln złotych w każdym roku, nie licząc dofinansowania unijnego. Miasto będzie się ubiegało o dofinansowanie „na budowę parkingów”. (Ciekawe jakich i gdzie? To jakaś istna choroba parkingowa!) Jednocześnie miasto ma zamiar „zagospodarować zakole Warty”. Już się tego boję, bo co jakiś czas odżywa pomysł, żeby naturalne zakole zurbanizować. Ale dodam od siebie, że jeśli dobrze pamiętam, miasto chce także poszerzyć ul. Klasztorną, zabrać część gruntu kawiarni Piskorskiej itp. Za to trzeba będzie zapłacić. Z naszych podatków. Bo te tworzą budżet miasta zarządzanego przez burmistrza i skarbnika.

I teraz zmierzam do końca. Otóż z wielu rozmów z mieszkańcami wynoszę wrażenie, że nie identyfikują się oni z polityką finansową i przestrzenną obu tych panów. Nie mogą darować rzekomego zaniechania w sprawie dworców, przejazdu na ul. 3 Maja, ekranów przy torach itd. Nie chcą zgodzić się na zabranie prywatnych gruntów, żeby poszerzyć im drogę pod oknem. Nie chcą bloków koło szpitala, ani zamiany tamtejszego parku w kolejne osiedle developerskie. Nie życzą sobie także marketów, nawet tego przy ul. Moniuszki. Więcej, uważają, że budowa ogromnej hali widowiskowo-sportowej za ok. 10 mln złotych to nieuzasadniona rozrzutność, która będzie drogo kosztować miasto przez dziesięciolecia. Dlatego mieszkańcy, zarówno ci, którzy prowadzą własną działalność lub są zatrudnieni, nie kwapią się, żeby ich pieniądze służyły polityce, w ich odczuciu skierowanej przeciwko nim samym. I nie odpowiedzą na wezwania urzędu. Czekają też na pierwsze procesy, którymi straszy p. Łoździn.

Powiem więcej: mieszkańcy rozważają, żeby całymi ulicami solidarnie przenieść swoje podatki do innych, bardziej tego potrzebujących gmin. Żeby zrobić tam dzięki ich pieniądzom coś dobrego, a tutejszym włodarzom utrudnić realizację działań wrogich, wymierzonych w nich, mieszkańców. Potrafię sobie to wyobrazić. Burmistrz odrzuca uwagi mieszkańców ul. Reymonta do planu zagospodarowania, mieszkańcy solidarnie przenoszą podatki. Ratajskiego ma być poszerzona, nie dajemy tym panom naszych pieniędzy do ręki. Przy Moniuszki ma powstać market – mieszkańcy tej ulicy i jeszcze Solskiego kierują pieniądze gdzie indziej. Itd. itp. Zgodnie ze swoim poczuciem przyzwoitości nie chcą finansować działań, z którymi się nie identyfikują. To żaden nacisk. To nawet nie nieposłuszeństwo obywatelskie. To zwykły sprzeciw i obywatelskie poczucie, że nasze podatki winny służyć słusznej sprawie. I jeśli nie mogą w naszym Puszczykowie, to w innej polskiej gminie.

Zatem jeśli burmistrza nie przekonują żadne argumenty mieszkańców, mieszkańcy dają burmistrzowi nie podatki, tylko „po kieszeni”. I mówią sobie: NIE PŁACZ, PŁAĆ PODATEK GDZIE INDZIEJ!

 Mikołaj Pietraszak Dmowski

rys. blogi.gazetapowiatowa.pl

baner-sklep-medyczny

Komentarzy: 10 o “Nie płacz, płać gdzie indziej!

  1. Ja płacenie podatku gdzie indziej rozważam już od pewnego czasu.
    Owszem. podatek należy płacić tam gdzie się mieszka a nie tam gdzie się jest zameldowanym – ale miejsce zamieszkania podaje sam delikwent.
    Niby jak UM Puszczykowa chce się procesować?
    Jeśli ktoś ma np. mieszkanie w Poznaniu i dom w Puszczykowie to co, detektyw zatrudniony przez UM Puszczykowo będzie siedział w krzakach i sprawdzał gdzie ktoś taki zazwyczaj nocuje czy jak?
    A swoją drogą to jest bardzo charakterystyczne dla Puszczykowa. Inne gminy zachęcają mieszkańców do płacenia podatków w tychże gminach organizując loterie dla płatników, w których można wygrać samochód. A Puszczykowo grozi procesem sądowym…

    1. Łoździn napisał, że Puszczykowo to małe miasto, gdzie wszyscy się znają. Sugeruje więc, że to nie detektyw będzie sprawdzał gdzie ktoś nocuje, ale sąsiedzi zamienią się w kapusiów urzędu.
      Przypomina to ubeckie metody.
      Zapomniał skarbnik, że kij ma dwa końce: Puszczykowo to rzeczywiście małe miasto, gdzie prawie wszyscy się znają, więc każdy prawie wie kto z pracowników urzędu ma problemy z alkoholem a kto z hazardem. Któremu bezrobotnemu radnemu dobrze się wiedzie, a kto pracuje na etacie w Puszczykowie i doradza w Dopiewie itd. Wojny takiej urząd z mieszkańcami nie wygra. Komuś rozum odebrało.

    2. Mam propozycję :

      niech Panowie: Łoździn, Ślesiński i Lewicki, jako mieszkańcy Dopiewa, zwolnią swoje miejsca w Urzędzie Miasta Puszczykowa i wprowadzają swoje pomysły u siebie , ku chwale zadowolonych Dopiewan.
      W tym momencie znajdzie się zatrudnienie dla mieszkańców Puszczykowa, a i pieniądze, tak potrzebne miastu, u nas zostaną…

    1. Popieram hasło „Bądź lokalnym patriotą” , przyjdź na sesję 27.09.2016 r / tj. w najbliższy wtorek/ i zaprotestuj przeciwko arogancji władzy lokalnej : przeciwko niszczeniu Puszczykowa przez wprowadzanie opinii publicznej w błąd, przeciwko wykorzystywaniu niewiedzy mieszkańców, przeciwko wykorzystywaniu kruczków prawnych w celu załatwiania interesów inwestorów, którzy rzucili się na nasze miasto, jak „sfora wygłodniałych wilków”.

  2. A ja proponuję hasło Bądź lokalnym patriotą, zwolnij burmistrza z pracy. Bo temu panu już dziękujemy. I jego ludziom też. Zamiast zabezpieczyć mi przejście przez tory, które PKP zaraz zamknie, dogadują się z developerami w sprawie nowego marketu. I wmawiają, że chodzi o parking. Ludzie nie są aż tacy głupi i naiwni, jak tym z Podleśnej się zdaje.

  3. Przez takich polityków samorządowych jak Balcerek i Grabkowski Platforma Obywatelska dołuje w sondażach. Dobrze, że poseł Grupiński wie, co oni wyrabiają. Powinien dowiedzieć się jeszcze marszałek Woźniak.

  4. Na stronie 3-4 ostatniego numeru Echa Puszczykowa jest wywiad ze Skarbnikiem Miasta Piotrem Łoździnem pt. Płaćmy podatki w Puszczykowie – bądźmy lokalnymi patriotami.
    Proszę Państwa, ten wywiad jest skandaliczny. Dwie kwestie trzeba koniecznie skomentować.
    Przejdę od razu do sedna, Skarbnik Miasta Piotr Łaździn grozi szykanami i prześladowaniami przedsiębiorcom którzy nie zastosują się do polecenia przekierowania podatku PIT na adres Urzędu Puszczykowa, grozi im donosem do CEiDG co może skutkować według jego oczekiwań wykreśleniem przedsiębiorcy z ewidencji. Zadajmy sobie zatem pytanie dlaczego Skarbnik sięga po argumenty przemocy? Odpowiedź jest prosta bo widocznie obliczył że po wybudowaniu Hali widowiskowej miastu GROZI BANKRUCTWO.
    Dlaczego taka myśl? Proszę Państwa, jest to przeczucie, wszyscy wiemy że kot jak jest najedzony potulnie śpi na kanapie a głodny wściekle goni myszy po kątach. I to właśnie zapowiedział Pan Łoździn, że Urząd Puszczykowski będzie prześladował „puszczykowskie myszy”, wszystkich którzy nie płacą w Puszczykowie podatku, według jego szacunku co najmniej 200 przedsiębiorców i nieoszacowaną liczbę osób fizycznych.

    Druga kwestia również jest oburzająca, otóż Pan Łoździn wszem i wobec dał pisemny dowód że jest pomysłodawcą marketu 1200mkw na Moniuszki. A wszyscy myśleli że z takim pomysłem do Urzędu przyszła firma Area Perfecta ? No niesłychane, to Skarbnik Miasta jest lobbystą marketowym, nikt się nie spodziewał? Ale jego pomysły obciążają wizerunek A.Balcerka jako Burmistrza i puszczykowianina – lokalnego patrioty [?]. Na nim skupiła się krytyka. A tu masz…

    Gdybym był Burmistrzem moja rozmowa z każdym takim lobbystą była by krótka, powiedział bym: „Szanowny Panie, zajmij się swoimi obowiązkami, dopóki jestem Burmistrzem tego pięknego miasta nie pozwolę na żaden market większy niż 300mkw. I nie będę z nikim zawierał żadnych umów notarialnych. A inwestorowi: Szanowny Panie,Tu w Puszczykowie jest wystarczająca ilość sklepów, i jest już lokalna sieć Arturo którą doprowadzi do bankructwa nowy market sieciowy, niech Pan może spróbuje w innej gminie. Mieszkańcy nie zgłaszali zapotrzebowania na market „Piotr i Paweł”. Puszczykowo leży tak blisko Poznania, Mosiny i Komornik że czują się komfortowo z tym co mają”.

  5. Kolejnym symptomem przepowiedni o możliwym bankructwie Puszczykowa jest zamiar likwidacji CAS. Zastąpić ma go jakiś tam Referat Sportu i Promocji [brrrr]. Taką informację podał M.Krzyżański na swoim blogu ale słuchy o tym dochodziły już wcześniej z wielu źródeł. Coś musi się niedobrego dziać z finansami miasta, zachowanie Skarbnika na to wskazuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.