Odbywają się intensywne spotkania z mieszkańcami ulicy Klasztornej.  Pisaliśmy jako jedyni o ich problemach, o tym, że ulica ma być poszerzana kosztem ich działek.  We wtorek spotkali się z nimi radni, a wczoraj takie samo spotkanie odbyło się w urzędzie z burmistrzem, urzędnikami, radnymi i projektantem ulicy.   Intensywność spotkań z mieszkańcami może zaskakiwać, szczególnie, że wiele ulic było u nas modernizowanych i o konsultacjach z mieszkańcami zapominano.  Ale nie ganimy, dobrze, że z mieszkańcami władze miasta rozmawiają.

Niestety obraz jaki wyłania się ze spotkania z mieszkańcami ul. Klasztornej to obraz chaosu.  Przygotowano  projekt modernizacji ulicy, ale odnieść można wrażenie, że nikt z urzędników chyba nie zajrzał wcześniej na tę ulicę, bo to mieszkańcy informowali  urzędników, że stan faktyczny na ich ulicy odbiega od tego co jest w projektach.   To co na papierze ma 4 metry w rzeczywistości ma metrów więcej.  Część działek została okrojona w latach 60tych i chyba do tej pory nikt w urzędzie tego nie uwzględnił ani na rysunkach, ani chyba nie uregulowano kwestii własnościowych.   Mówiąc krótko: zamiast wcześniej uwzględnić stan faktyczny, zamiast uregulować sprawy własnościowe, a później przystępować do robienia projektów, to jak to u nas, wszystko robi się od końca. Dopiero w najbliższych dniach mają na ulicy pojawić się geodeci i zaznaczać jak droga miałaby wyglądać.   Jak tu się dziwić zdenerwowaniu mieszkańców?

reklama-top-01 (1)

Szczególnie dziwnie wszystko wygląda, bo modernizacja i poszerzenie drogi odbywać się ma trochę wbrew samym mieszkańcom.  Mieszkańcy nie chcą szerokiej ulicy, ale urzędnicy wyciągają przepisy i mówią – inaczej nie można.  Ich zdaniem ulica musi być 10 metrowa, choć  wszyscy wiemy, że odstępstwa bywają zarówno w Puszczykowie jak i w całej Polsce, i nie są czymś wyjątkowym.  Węższych ulic nie brakuje.  Mieszkańcy proponują ulicę jednokierunkową, a władze miasta przekonują ich, że to niefunkcjonalne i dla mieszkańców będzie to kłopotliwe, chociaż w Puszczykowie ulice jednokierunkowe już są.   Jak mówili sami mieszkańcy: ktoś chce ich uszczęśliwić na siłę.  Zamieszkujący Klasztorną podejrzewają – poszerzenie ma być nie dla nich, ale dla nowo wytyczanych dwudziestu kilku działek.   Spokojna dziś uliczka zapełni się samochodami z około 50 nowych mieszkań w czarnym scenariuszu.  A to oznacza dodatkowych 80 lub więcej samochodów.  A ludzie z Klasztornej chcą tylko, żeby woda deszczowa spływająca z ulicy będącej własnością miasta, nie zalewała ich posesji.

Pan burmistrz zadeklarował, że władze będą robić wszystko dla ich dobra.  Oczywiście – wiadomo.   Burmistrz kocha mieszkańców, również tych z Klasztornej.   Może nawet pokocha tych z ulicy Ratajskiego, których również władze miasta chcą uszczęśliwić pozbawieniem części ogrodów, nawet tych wpisanych do rejestru zabytków, bo inaczej się nie da – przepisy.  A może i tu warto postarać się od odstępstwa od ustawowych szerokości, aby zadość uczynić żądaniom mieszkańców?

 

wycinka

Tyle zostało po lesie

Ciśnie się na myśl pytanie: skąd w ogóle te gesty władz do mieszkańców Klasztornej, choć w wypadku Ratajskiego takich gestów brak?   W naszej opinii powody są w lesie,  którego już nie ma.  W lesie, który zniknął z hektarowej niemal działki spółki na tyłach ulicy Klasztornej.  W lesie który zniknął, dzięki decyzji wydanej przez burmistrza, decyzji której burmistrz zdaniem prawników wydać nie mógł.  Pisaliśmy o tym kilka dni temu w tekście „Wycięty las, czyli czym jest 538 drzew?”, również o opiniach prawników w tej sprawie.

Pojawił się ten temat na wtorkowym spotkaniu z mieszkańcami.  Głośno mówiono o prokuraturze.  Wydaje się nam, że równie głośno nie trzeba mówić radnym o ich obowiązkach wynikających z bycia funkcjonariuszem publicznym i odpowiedzialności z tego wynikającej.   Ale jak zachowają się miejscy rajcy, czy są gotowi ryzykować?  Wkrótce się okaże, zegar „niezwłocznie” tyka.  Las zniknął i „zagłaskać” sprawy żadnymi konsultacjami się nie da.  Decyzje wydano i tak szybko jak udało się las wyciąć – nie odrośnie.  Nawet urzędowe uśmiechy sprawy już chyba nie uśpią.

Redakcja

Komentarzy: 12 o “Chaos na Klasztornej z prokuraturą na horyzoncie

  1. Sprawa Klasztornej śmierdzi na odległość. A ten chaos, o którym piszecie, może działać na korzyść mieszkańców. Bo w sprzyjających okolicznościach sprawa potrwa dłużej niż obecna kadencja. Na miejscu mieszkańców Klasztornej żadnych geodetów na swój teren bym nie wpuścił. Za to mogą zacząć domagać się pieniędzy za istniejącą drogę na ich gruntach.

  2. W Puszczykowie prokuratura miałaby co robić. Dla zainteresowanych proponuję zabawę pod tytułem „Plany zagospodarowania a rzeczywistość”. Wgląd do planów ma każdy obywatel RP na życzenie i za darmo, tylko o wypis trzeba złożyć wniosek, uiścić opłaty etc. Wszyscy w tym kraju jęczą, że brak planów zagospodarowania i stąd problemy. Puszczykowo plany ma, czemu nie – no ale chyba nikt nie myśli, że to „na poważno”. Młody człowiek pracujący w swoim czasie w puszczykowskim urzędzie zagadnięty o to, że rzeczywistość jakby nieco odbiegała od tego co przewiduje plan odparł, że owszem oni plany sporządzają ale potem nie sprawdzają co faktycznie się na tym terenie dzieje. Bardzo możliwe, tyle że sprzeczne z obowiązującą (przynajmniej wówczas) ustawą. Nigdy też do nich nie dotarło że plan zagospodarowania jest aktem prawnym i nieprzestrzeganie planu jest łamaniem prawa a nie czyimś widzimisię. A może uważają, że skoro jest uchwalany przez władze miejscowe to władze te nie są zobowiązane do jego przestrzegania?
    A co do szerokości dróg to proszę mi powiedzieć ile na wjeździe ma np. ulica (bodajże) Jałowcowa (na Starym Puszczykowie).
    A po co ul. Cicha jest taka szeroka jak jest?
    Zagadka.

  3. Warto dodać, że owo spotkanie z mieszkańcami wywołało u wszystkich duże zdziwienie.
    1.Uprzednio my, mieszkańcy ul. Klasztornej i okolic, zdziwiliśmy się, że Radni, a więc wybrani przez nas nasi reprezentanci wobec władz, są przeciwko nam i traktują nas jak dzieci tłumacząc nam, że będziemy szczęśliwsi, jeśli dostosujemy się do planów władzy. Kuriozalne.
    2.Również my, mieszkańcy, zdziwiliśmy się z domieszką zastanowienia, dlaczego burmistrzowie na wyprzódki tak zapalczywie zapewniali, że Starostwo zdecydowanie nie zgodzi się na węższą ul. Klasztorną, niż oni planują. Skąd ta pewność? Bo już kiedyś się nie zgodziło? Wolne żarty.
    2. Potem zdziwili się urzędnicy i radni, że projektant sporządził plan ulicy na starych, nieaktualnych mapach.
    3. Równocześnie zdziwił się projektant, bo się napracował na darmo.
    4. No to my się zdziwiliśmy, jak to możliwe.
    No to z-ca burmistrza powiedział, że z ul. Klasztornej źle się wyjeżdża, a myśmy się zdziwili, skąd wie, skoro nigdy nie wyjeżdżał. Mieszkańcom się wyjeżdża dobrze, a nikogo więcej na ul. Klasztornej nie ma.
    5. Kolejny raz zdziwiliśmy się, że inwestor muzeum motoryzacji zapewnił, że nie planuje dojazdu ulicą Klasztorną, lecz Sobieskiego, co zaprzecza ustnym oświadczeniom urzędników i radnych.
    6. Zdziwiliśmy się też, że inwestor zapewnił, że obiekt będzie mały i kameralny, przy czym odsyłamy do wizualizacji Fundacji Romanowskich, dostępnej w internecie.
    7. I znów my zdziwiliśmy się, że inwestor wypowiadał się w swoim imieniu nie biorąc odpowiedzialności za działania synów, którzy de facto są decydentami, ponieważ fundacja należy do pani Romanowskiej i synów .
    8. Zdziwiliśmy się znów, jak pan burmistrz zaproponował nam rozmowę o Wielspinie i wyciętym lesie. Nasze zdziwienie było duże, bo na poprzedniej Sesji Rady Miasta trzykrotnie podkreślał, że na tym spotkaniu absolutnie nie będziemy o tym mówić, co nas wtedy zdziwiło.
    9. No to pan burmistrz się zdziwił, że znów robimy wbrew i lekko zagniewany nakazał przysłać pismo z prośbą o spotkanie, absolutnie nie godząc się na naszą ustną prośbę, co przy nagrywanych rozmowach byłoby wiążące dla obu stron ( przy poważnym traktowaniu się wzajemnie ).
    10. Już bez zdziwienia sporządziliśmy pismo z prośbą o spotkanie. Zebraliśmy podpisy ponad 30 mieszkańców ul. Klasztornej, Krętej, Sobieskiego oraz dalszych w ciągu 1 doby.
    Czekamy na wyznaczenie terminu spotkania.

    1. Ci co mieszkają ponad 10 lat się nie dziwią.
      1. Konkretnie jeden (społeczny asystent) gra nieczysto i nie w waszym/naszym interesie, reszta się boi bo wie dla kogo gra – do czasu, bo robi się coraz bardziej arogancki
      2. „Oni wiedzą że Starostwo się nie zgodzi na węższe drogi”,- to pokazanie palcem na winnego – ?.?.
      3. A projektant nie wie i się dziwi? Obyście się nie zdziwili że dobrze zna Puszczykowo.
      4. / 5. / 6./ 7./ Chodzi o muzeum czy o ten pusty hektar za nim?
      8. /9./ Nie rozmawiajcie o lesie bo się później zdziwicie że przecież były konsultacje
      10. 60 podpisów wokół Klasztornej plus 200 na Cyryla plus kilkaset wokół drogi mosińskiej 430 plus dalszych kilkadziesiąt przy Dworcowej/Moniuszki do tego trzeba doliczyć nieoszacowaną ilość
      tych którzy się solidaryzują więc zbliża się całość do poważnej sumy…

      1. Społeczny asystent…a któż to taki?
        Tak, zarzut, że nie zareagowaliśmy kiedyś dawno temu, to koronny zarzut. Chyba rzeczywiście jesteśmy mało bystrzy, tzw. ” ciemny lud „, ale trudno nam było się zorientować w tej mnogości uchwał, zmian uchwał, sprzedaży działek, kupna działek, zmiany planów zagospodarowania przestrzennego…A więc sami jesteśmy sobie winni, czyż nie?

        1. Społeczny asystent to taki co go ma poseł, pracuje bezinteresownie ale z nadzieją, na ogół uzasadnioną, na podziękowanie. Asystent to jest tak jak 3 ucho, 4 oko i 5 noga, poseł przecież nie może być wszędzie. Zapożyczyłem to określenie bo mi pasuje do sytuacji choć nie o posła chodzi. Ani o Balcerka. I nikt nie zawziął się szczególnie na Puszczykowo; jak to się mówi: „te typy tak mają”, ma być jak chcą.
          Te „byznesy” są wszędzie, tu w Puszczykowie najlepsze są gruntowe, drogowe, stadionowe, a jeszcze lepszy jest szpital, a od szpitala najlepszy jest rozwój Mosiny. Ja broń Boże nic nie imputuję. Więc może nikt i nic nie mieć do Puszczykowa jako takiego poza tym tylko że rozłożyło się na drodze do Mosiny i ma wąskie drogi. Z tymi drogami to jest często niewinna rzecz bo jak się je robi trzeba mieć pozwolenie na budowę, a jak pozwolenie to tylko zgodnie z przepisami i przepisy są takie że musi być tyle a tyle metrów więc trzeba ciąć nieruchomości. Tak przynajmniej mówią. Mówią też że jak piaszczystą drogę się utwardzi szutrówką czy czymś innym przesiąkliwym to nie potrzeba pozwolenia na budowę i można ją zostawić w zastanej konfiguracji. Tylko że tego się właśnie boją bo to niesprawdzone. Jak pieniądze się wyda choć mniejsze a potoki będą dalej zalewać posesje to kto i jak za to odpowie. Odwaga i ryzyko. No właśnie jest i czego się bać. I na koniec, a ja proszę Pana lubię Puszczykowo bo te drzewa i krzewy są jak rodzina. Ja się w moim ogrodzie, proszę Pana, co rano witam, wzrokiem, z każdą gałązką i one się uśmiechają do mnie. Więc mówię, ty też uśmiechnij się do nich…

  4. No tak, no tak.
    Chodzi o to, że Balcerek to człowiek Grabkowskiego?
    Bo jeśli o to chodzi to powiedzmy to jasno.
    No i dobra, jako taki będzie zawsze realizował cele wytyczone, że tak powiem, a interesy mieszkańców wsadzał sobie tam, właśnie tam a nie gdzieś indziej.
    To jest przynajmniej zrozumiałe.
    Niezrozumiałe, acz w sumie niezbyt istotne dla meritum jest dlaczego Grabkowski się „zawziął” na Puszczykowo. Chce je zniszczyć bo go nie lubi? ja też nie lubię i co z tego. Mam palić i mordować? (a może, może… hm, przemyślę). A „byznesy” to przecież można robić w różnych miejscach, są np. strefy aktywizacji gospodarczej.
    Ale najbardziej niezrozumiałe jest dla mnie zachowanie radnych. Nie są urzędnikami, czyli nie są pracownikami zależnymi od szefa. A praktycznie każdy, jak już został wybrany, zamienia się w posłusznego wykonawcę poleceń „z góry”. Boją się? niby czego? że burmistrz będzie niezadowolony? no i co z tego, jeśli będzie? że Grabkowski będzie niezadowolony? no i co z tego? to nie Hitler ani Stalin. Oni są od tego żeby reprezentować mieszkańców i kropka. Nikt tej funkcji pełnić nie musi, jak to dla niego/niej za trudne no to pa, można zrezygnować.

  5. Interes Mosiny jest ewidentny przy projekcie poszerzenia szosy. Reszta niekoniecznie.
    A ja dalej nie rozumiem.
    Nie chodzi o posła, nie chodzi o Balcerka tylko te typy tak mają. Ok, odczepiam się i czekam na dalsze wydarzenia.
    W krajach mniej więcej cywilizowanych biznesy typu zakłady produkcyjne, hale magazynowe, firmy transportowe prowadzi się w wydzielonych strefach przemysłowych, nie pomiędzy domami mieszkalnymi. W krajach mniej więcej cywilizowanych istnieje również coś takiego jak urbanistyka. U nas istnieje tylko prywatny „byznes” poszczególnych osobników i tyle. Dlatego końca temu nie będzie, tak się będziemy bawić – „na kogo wypadnie na tego bęc!”

    1. Ale dalsze wydarzenia mogą być tragiczne. Nie trzeba tego procesu degradacji środowiska jakoś zatrzymać? Zdanie z ust urzędnika UM Puszczykowa, że owo Puszczykowo niestety ma takie ukształtowanie terenu, powaliło mnie z nóg. NIESTETY ? Zgodnie z tym myśleniem trzeba zniwelować teren, wyrównać, wyciąć lasy i zabetonować. I będzie spokój, nie? Tylko że przyroda się zemści i nasze dzieci będą nas przeklinać za naszą radosną twórczość, poprawianie natury. Zaczynam się tego bać.

  6. Brawo jj masz absolutną rację myśle że doczekamy czasów że te przewały będą rozliczone w Warszawie już robią spisy gmin do kapitalnych rozlioczeń i tylko czekać jak przyjadą do nas.Waltzowa też myślała że jest nietykalna i Warszawa jest jej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.