Czy można sobie wyobrazić parlament, jakąś poważną instytucję lub choćby normalnie działającą firmę, w której na posiedzenia zarządu, komisji czy rady dokumenty nad którymi ma się procedować, dostarczane są członkom tych ciał na dzień przed posiedzeniem? Odpowiedź wydaje się oczywista. Tak się w profesjonalnych instytucjach nie dzieje.   Jasne jest, że trzeba spokojnie przeanalizować dokumenty, zapoznać się z nimi, przemyśleć, aby móc merytorycznie dyskutować nad zawartością. A czy można wyobrazić sobie poważną instytucję, parlament lub choćby firmę, w której o posiedzeniach zarządu, komisji czy rady członkowie tych ciał dowiadują się dzień wcześniej?   W normalnych instytucjach tak nie bywa, ludzie mają swój grafik, o posiedzeniach informuje się z wyprzedzeniem.  Najczęściej terminy są ustalane na cały rok.

Ale to co niedopuszczalne w poważnych instytucjach, niestety ma miejsce w puszczykowskiej Radzie. Posiedzenia komisji o których radni dowiadują się dzień lub dwa dni wcześniej, tematyka i materiały do omawiania, które trafiają do nich na dobę przed dyskusją, to niestety nie jest rzadkość.  Co można myśleć o decyzjach, które w ten sposób zapadają?  Oczywiście prawa nikt nie narusza, bo Regulamin nie mówi na ile dni przed komisją materiały trafić mają do radnych, aby mogli się z nimi zapoznać. Dobrym obyczajem i zdrowym rozsądkiem chyba się nikt nie przejmuje.   Skarżą się więc niektórzy radni, a te ciche szemrania docierają również do Forum Puszczykowo. Trwa to bez zmian od początku bieżącej kadencji.

Ale to problem radnych.   Jeśli nie szanują siebie nawzajem i pozwalają sobie na takie praktyki: ich sprawa, chociaż dobra, przyjacielska atmosfera jest w obecnej radzie podobno priorytetem. Ale co z mieszkańcami, którzy są zainteresowani jakąś sprawą, która bezpośrednio ich dotyczy i ma być dyskutowana na forum jakiejś komisji? Skąd ci zwykli mieszkańcy mają dowiedzieć się o terminach czy tematyce, jeśli nawet radni informowani są na ostatnią chwilę? Jeśli się mylę to proszę mnie poprawić, ale nawet w poprzedniej kadencji tak nie bywało. Jako zwykły mieszkaniec dowiadywałem się dużo wcześniej o tym, co będzie dyskutowane na komisjach. Dni kiedy komisje miały się odbywać były wcześniej ustalone, mogłem z góry przygotować sobie czas, gdy chciałem uczestniczyć w posiedzeniach. Obecnie, łatwo będzie powiedzieć mieszkańcom post fatum: dyskusja się odbyła, a że mieszkańcy nie przyszli i nie zabrali w swojej sprawie głosu… to ich strata. Nieznajomość prawa szkodzi, tak jak niewiedza o mającej się odbyć dyskusji nie powoduje, że decyzje które zapadły można cofnąć.

Mówi się często, że mamy w Polsce bardzo fasadową demokrację, która ogranicza się jedynie do wyborów. Później władze sobie rządzą, mieszkańcy potrzebni władzy nie są, ba nawet trochę przeszkadzają, bo a nuż skrytykują, trzeba im coś tłumaczyć, a co gorsza może im się coś nie podobać. Przeszkadzają w dobrym rządzeniu. O dialogu z obywatelami przypominają więc sobie władze przy okazji kolejnej kampanii wyborczej.   I obawiam się, że w Puszczykowie tak właśnie się dzieje.

Krzysztof J.Kamiński

rys. pixabay.com

1 kometarz o “„Bałaganik”, czyli głos w imieniu zwykłych mieszkańców… i radnych

  1. I niestety nie lepszy przykład idzie z góry.
    Jestem wstrząśnięta sposobem procedowania w najwyższych gremiach i równie oburzona tym, co fundują nam władze naszego miasta. Demokracja, wyborcy przestają się liczyć dla establishmentu politycznego natychmiast po wyborach. Strasznie to gorzkie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.