Dla wielu z Państwa nie jest tajemnicą, że jestem nauczycielem. Celowo używam formy męskiej, ponieważ nie lubię formy „nauczycielka”, która kojarzy mi się z czasami, kiedy zatrudniano takowe w szlacheckich dworkach i magnackich siedzibach ku kształceniu dziatwy. Los takich biedul nie był do pozazdroszczenia o czym przeczytać można  w literaturze, jak choćby w ” Nocach i dniach”, choć trzeba uczciwie powiedzieć, że nie wszystkie musiały wysługiwać się  państwu za marne grosze lub wikt tudzież opierunek. Nasza noblistka Maria Curie też miała w swym bogatym i fascynującym życiorysie wątek nauczycielski, lub jak kto woli- bycie guwernantką. Szczęśliwie dzięki niezłomnemu charakterowi i niepospolitym zdolnościom znalazła się w Panteonie wielkich naukowców i myślicieli, przynosząc chlubę sobie i narodowi. Bardzo to krzepiące.
Zawód mój niestety utracił sporo ze swego dawnego prestiżu.  Znam wiele osób, nie tylko z mojej grupy zawodowej, które stanowczo twierdzą, że słowo „prestiż” w odniesieniu do tej profesji jest żartem . W innych, normalniejszych miejscach na Ziemi, zawód ten wymienia się w jednej linii z prawnikami, lekarzami i innymi specjalistami wysokiej klasy.
W naszym kraju jest  to najemny pracownik sezonowy, zależny nie tylko od wszechwładnego zwierzchnika, który szanuje swoich pracowników lub nie i nie zawsze rozumie, że szkoła to nie fabryka guzików ,ale także od tego czy akurat w kraju przeprowadzana będzie kolejna reforma systemu oświaty. W tym zawodzie, jak w rzadko którym- elastyczność- jest wymogiem sine qua non. Oznacza to konieczność ustawicznego dostosowywania się do dynamicznej sytuacji zatrudnieniowej, bowiem przydział godzin nie jest wartością stałą i niezmienną. Podobnie konieczność stałego dokształcania się, sama w sobie korzystna i zrozumiała- w tej profesji przekraczająca jednak miarę.
Lubiłam i nadal lubię nie tylko uczyć, ale i uczyć się, ale kiedy podczas wakacji robiłam doroczny porządek w dokumentach, odkryłam, że mam kilka opasłych tek z certyfikatami, zaświadczeniami, świadectwami dokumentującymi moje samokształcenie, a w tym roku dojdą z pewnością kolejne.
Szkoda,że te obiektywne fakty nie przekładają się częściej na realny szacunek i poważanie. Wiele razy, w wielu codziennych sytuacjach, stojąc w kolejce, słyszałam komentarze dotyczące mojego zawodu nie nadające się do cytowania. o koronnym argumencie- 2 miesięcznych wakacjach nie wspominając.
Rzeczywiście, tym nauczycielom poprzewracało się w głowach- byczą się przez całe lato, posiedzą te parę godzin dziennie z dzieciakami, napiją się kawki i jeszcze im się krzywda dzieje. Wstyd!
W rzeczywistości, uprawianie tej profesji, polega miedzy innymi na tym, że z cudzymi dziećmi spędza się więcej czasu niż własnymi- co boleśnie wypomniały mi kiedyś moje dzieci.
Musiałam to także kiedyś uprzytomnić pewnemu tatusiowi, który wprawdzie przybył na wywiadówkę, ale przyszedł do mnie zapytać się do jakiej klasy chodzi jego syn i zdziwił się że dopiero do czwartej. Jako walor wymienił fakt, że przecież przyszedł do właściwej szkoły i powinnam się cieszyć, że w ogóle się zjawił.
Idę o zakład, że moje Koleżanki i Koledzy po fachu znają takich historii bez liku, choć nie zawsze są one zabawne.
Z pełnym przekonaniem, popartym moim ponad 25-letnim doświadczeniem mogę stwierdzić, że każdy nauczyciel” z krwi i kości”- daje z siebie wszystko. Trzeba naprawdę lubić  i czuć ten zawód, aby go z pasją i profesjonalizmem uprawiać przez wiele lat. Nowe realia mogą wprawdzie oznaczać dla wielu z nas konieczność poszukania nowych dróg, ale równie wielu nie wyobraża sobie robienia czegokolwiek innego.
Wraz z rodzicami kształtujemy, modelujemy i wychowujemy nowego człowieka, wyposażamy go w wiedzę, umiejętności i zasady, które pomogą sprawić, że jego życie będzie dobre, udane, szczęśliwe. Pomagamy uczniom odnaleźć w nich samych możliwości i zasoby, których często sami sobie nie uświadamiają. Mamy też swój udział w tym, żeby ze szkoły wynieśli przekonanie, że niezależnie od tego jak bardzo świat jest skomplikowany i nieprzewidywalny , każdy z nich ma na nim swoje miejsce.
Mimo wszystko, mogę chyba uważać się za szczęściarę, bo przez wszystkie moje zawodowe lata, nie miałam poważniejszych problemów z jego uprawianiem,choć były w nim także ostre zwroty i zakręty. Zawsze lubiłam być wychowawcą i nie traktowałam tego jak kolejnego obowiązku, co owocuje stałym kontaktem, z uczniami, którzy „wyszli spod mojej ręki”, teraz już w większości dorosłymi ludźmi.  To wielka przyjemność widzieć, że miałam swój mały udział w tym, jakimi ludźmi się stali i jak udane mają życie.
Wrzesień jest dla mnie zawsze trudny i na nic zda się tutaj wieloletnia rutyna ( tego słowa także nie lubię).
To, jak zacznie się nowy rok szkolny, przełoży się na nie tylko moje funkcjonowanie przez najbliższych 12 miesięcy.
Jestem już wprawdzie wolna od organizacyjnych i logistycznych łamigłówek towarzyszących mi jako matce- nauczycielce przez wiele długich lat, szczególnie, że pracowałam w innych szkołach niż te, do których chodziły moje dzieci.
1-go września, w naszym domu odbywała się rokrocznie odprawa logistyczna, niemal jak przed manewrami w Sojuszu Atlantyckim, aby skorelować 3 plany lekcji wraz z systemem transportu  dzieci do i ze szkoły i jeszcze mieć coś z tak zwanego życia.
Teraz, gdy jedna moja latorośl jest od dawna poza domem a druga studiuje zagranicą, muszę ogarnąć logistycznie tylko siebie samą. O niebiosa!
Upływ czasu ma jednak swoje dobre strony.
Na koniec, przytoczę historię, która obrazuje jak bardzo jestem zrośnięta z tematem szkoły. Jakiś czas temu, kiedy jeszcze wysyłało się pocztówki na święta zamiast maili i smsów, zakupiłam dużą ich ilość i wypisując którąś z kolei, zamiast „szczęśliwego nowego roku” napisałam „szczęśliwego nowego roku szkolnego”.
Czego i Państwu życzę,
AGATA WÓJCIK

Komentarzy: 2 o “Back to school

  1. Dziękuję za podzielenie się przemyśleniami. Dla mnie do dnia dzisiejszego rok rozpoczyna się pierwszego września:) Oczywiście życzę Pani „szczęśliwego nowego roku szkolnego”.

  2. Szkoła średnia miała zasadniczy wpływ ma mnie i moje życie. Nigdy przed nią ani po niej nie uczono mnie niczego równie istotnego. Mogę powiedzieć, że miałem zupełnie wyjątkowych nauczycieli. Jak większość uczniów, nie byłem w stanie, po latach, przekazać im swojej wdzięczności. Jednak, mimo upływu czasu, nie przestaję o nich myśleć z wdzięcznością. Szkoda, że głupi politycy nie rozumieją jaką rolę ma szkoła i nauczyciel. Pozdrawiam, myśląc o wszystkich wspaniałych nauczycielach, jakich spotkałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.