Przez lata Puszczykowo kojarzyło się z ciszą, świeżym powietrzem, spacerami nad Wartą i zielenią drzew, tym co od wyjścia z pociągu tworzyło wyjątkowy klimat miejscowości, w której przyszło nam żyć.  Tak mogło się wydawać przyjezdnym, do czasu aż PKP zaczęło dokonywać modernizacji linii, co niestety dla Puszczykowskich dworców znaczy to samo co pamiętna renowacja fresku w jednym z włoskich kościołów przez jakąś amatorkę.  Tu zniszczenia dokonali „fachowcy”, którym nie chciało się ruszyć zza biurka, spojrzeć na perełki architektoniczne jakie stanowią (stanowiły?) te dwa obiekty puszczykowskich dworców i ich nie zniszczyć.

Prezentujemy dziś obraz dokonanego barbarzyństwa na dworcu w Puszczykówku na kilku fotografiach pana Mikołaja Pietraszaka-Dmowskiego.

Na zdjęciu na górze widać zielony „mur” zwany już gettem, jaki dzielić zaczyna nasze miasto wzdłuż torów kolejowych.  Czy ktoś z podróżnych PKP dostrzeże oglądając za oknem to paskudztwo, że wjeżdża do Puszczykowa?

Poniżej jedno z drzew na dworcu.  Nie wiemy czy znaczek na drzewie oznacza, że był tam kibic stołecznego klubu, czy L znaczy tyle samo co likwidacja, podobnie  jak kropeczka na sąsiednim drzewie?

drz2

 

Poniżej kolejne drzewo, które przy okazji modernizacji się „uszkodziło”.

drz1

A to już obraz zniszczeń samego dworca.  Tu nie ma nawet co komentować.  Można tylko zadać pytanie, „modernizatorom”: czy dworzec Puszczykówko w takiej postaci im się podoba?

dw1

Na zdjęciu poniżej cały widok na peron od strony poczekalni.  Patrząc z tej perspektywy można mieć poczucie, że ktoś podróżnych umieścić chce tam za karę.

peron

Wydaje się, że nie trzeba było wiele wyobraźni i fachowości, aby nie zepsuć tego co urokliwe. Wystarczyło przesunąć wystarczająco długi peron (który musi być podwyższony), za budynek dworca.  Peron by nic nie zasłaniał, dworzec nie znalazłby się w dole, barierki nie powodowałyby uczucia przebywania w areszcie oczekujących na pociąg, a piękny dworzec nadal cieszyłby oko turystów i mieszkańców.  Zapytać też warto, gdzie w tym wszystkim były władze miasta, nad którymi nie chcemy się już pastwić, ale które również nie powinny czuć się bez winy.  I wreszcie nasuwa się pytanie: ile będzie kosztowało naprawianie tego co zniszczono przy okazji modernizacji i kiedy to nastąpi?  Bo, że wcześniej czy później pójdzie ktoś po rozum do głowy, w to raczej wątpić nie można.

red.

Komentarzy: 5 o “A marzyło się zielone Puszczykowo…

  1. Kto zna adres F.Springera niech mu wyśle te zdjęcia do nowej książki której tytuł może brzmieć tak:
    13 przystanek PKP.
    ————————-

  2. Proszę Państwa, tu znowu sprawka powiatu. Dlaczego konserwator dopuścił do tej dewastacji zabytku i jego otoczenia? Kto to wszystko zatwierdzał? Co na temat koloru ekranów może powiedzieć urząd i specjalnie kierownik referatu planowania przestrzennego? Czy miasto wyda(ło) zgodę na wycinkę drzew? Jeśli drzewo ma zostać, dlaczego ktoś dewastuje je farbą? Czy Państwo nie odnoszą wrażenia, że żyjemy w jakimś Matriksie, że musimy walczyć o swoje ogrody, o to, żeby nam pod nosem nie wybudowano bloków, żeby nie poszerzono ulic, żeby nie powstał n-ty market. A w tym czasie niszczy się słynne dworce, likwiduje ważny przejazd przez tory i nic, władza nic nie może albo nie chce! Ta władza nie spełnia swojej roli. Czasem mam wrażenie, że od czasów socjalizmu niewiele się zmieniło. Arogancja urzędników pozostała. Nie o take Polskie walczyliźmy!

  3. Stanisławie, władza jest słaba i pomocna wobec dużych i przy forsie, a my średniacy biedacy mamy siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i się nie wtrącać. Nie przeszkadzać, jak „wielkie państwo” robią swoje interesy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.