Wspomnienia z tamtych dni…

 

17 czerwca 1956 roku skończyłam 9 lat. Dzisiaj, na prośbę bliskich mi osób wracam myślami do tamtych dni… Mieszkałam wtedy z rodzicami i siostrą w typowej poznańskiej kamienicy na rogu Czerwonej Armii (dziś Święty Marcin) i Piekar. Wszyscy się tu znali a nawet byli spokrewnieni.

28 czerwca 1956

Jest upalny czerwcowy dzień, już wakacje, bo szkoła użycza noclegów na Targi. Mama wraca ze sklepu, rozmawia tylko z babcią, słyszymy z siostrą rozmowy „demonstracja pod Zamkiem”, „rozruchy”, „ludzie wyszli na ulicę”, „ co z ciocią Werą, ona pracuje u Cegielskiego”. Nam też udziela się niepokój, ale, jak co dzień w czasie wakacji chcemy iść na podwórko. Niestety, nie możemy. Za chwilę zaczyna się ruch na klatce schodowej. Głośne rozmowy, ktoś woła mamę, z ulicy dochodzą odgłosy skandowania… a my z siostrą coraz bardziej jesteśmy przerażone.Po jakimś czasie siedzimy na drugim piętrze u cioci Joasi i patrzymy przez okno. Idą robotnicy w kombinezonach . A wujek ciągle znosi jakieś wiktuały, bo jak mówi trzeba się przygotować „ w razie wojny”. Właśnie przyniósł dużą ilość tzw. „keksów”, czyli dzisiejszych petitków.

Dzwonek do drzwi i… w drzwiach stoi ciocia Wera. W kombinezonie, w drewniakach, i kolorowej chusteczce na głowie. Idzie do łazienki wraca i opowiada. O tym jak wychodzili z fabryki, dokąd szli, i o tym, że padły strzały. Nie wszystko rozumiem, ale słucham i dreszcze czuję na plecach. I wtedy z pokoju wychodzi wujek, ten od zaopatrzenia opowiadając, co już zabezpieczył „w razie wojny”.

Do dziś słyszę nagły wybuch emocji cioci Wery: ” To my walczymy o wolność i chleb, a ty tu za keksami się uganiasz.” Dla mnie, dziewięcioletnie dziewczynki jest to pierwsza lekcja patriotyzmu. Tak to zapamiętałam. I kiedy kilka lat później czytałam poetę:

…”Gdy wieje wiatr historii
Ludziom jak wielkim ptakom
Rosną skrzydła, natomiast
Trzęsą się portki pętakom….”
przypomniała mi się ta scena.

Ale tamtego dnia czas płynie dalej i w domu zaczyna się niepokój o tatę. Już dawno powinien być w domu. Mama usiłuje zachować spokój a my siedzimy cichutko, ale wyobraźnia pracuje. Nie pamiętam jak długo czekałyśmy. Koniec końców zjawia się nasz tatko „pod dobrym humorkiem”. Okazuje się, że tego dnia uczniowie mieli jakiś egzamin praktyczny, co stało się okazją do oblewania. Widzę, że mama odetchnęła z ulgą, ale ja po cichu mam żal do taty, że tak mnie rozczarował. I tyle chyba zapamiętałam z tego dnia.

Była noc, kiedy zbudził nas hałas. Ziemia dudniła i wydawało się, że rozsypie się nasza kamienica. Zrywamy się wszyscy, a tato pierwszy jest w oknie. Słyszę przerażony głos mamy: Staszek, wypadniesz! Tato zeskakuje z parapetu i mówi cicho: To czołgi.

Po południu wychodzimy z rodzicami na miasto. Kurczowo trzymam rękę taty. Na Alejach Marcinkowskiego stoją rzeczywiście czołgi, wszędzie pełno milicji. Spotykamy znajomych, zamieniamy kilka słów i już przy nas są milicjanci, którzy mówią: „Prosimy się nie gromadzić”. Brzmi to bardzo groźnie.

Potem któregoś dnia przychodzi mama Danusi i opowiada jak zginął ojciec mojej koleżanki z klasy- Halinki Kowalczyk. Prosi, aby to zostało w tajemnicy, a ja tego nie rozumiem. Po latach dowiedziałam się, że była to śmierć tragiczna, ale przypadkowa. W tamtym czasie odbierałam to jednak zupełnie inaczej. Później słuchamy wszyscy radia, i głos polskiego premiera, który mówi, że ręka podniesiona na władzę, będzie odrąbana. Myślę: przecież władza jest robotnicza. Znowu tego nie rozumiem i jest mi coraz bardziej źle. Mama chyba widzi mój smutek i mówi: Nie martw się tak bardzo, za kilka dni wyjedziemy na wakacje. Zapomnisz.

Nie zapomniałam do dziś.

 

Puszczykowo, czerwiec 2016

Maria Błajecka

 

 

Poznański Czerwiec 1956 – pierwszy w PRL strajk generalny i demonstracje uliczne krwawo stłumione przez wojsko i milicję. Przez propagandę PRL bagatelizowany jako „wypadki czerwcowe” lub przemilczany, a obecnie określany przez historyków i kombatantów jako poznański bunt, rewolta lub powstanie poznańskie.

Strajk wybuchł rankiem 28 czerwca 1956r w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielski ( w latach 1949 – 56 im. J. Stalina) i przerodził się w spontaniczny protest Wielkopolan przeciw totalitarnej władzy.

W toku walk i pacyfikacji miasta zginęło w zależności od szacunków, 70 osób cywilnych oraz 8 żołnierzy (w tym funkcjonariusze UB i MO) a około 600 osób po obu stronach barykady zostało rannych.

Symbolem sprzeciwu wobec władzy stał się Romek strzałkowski, trzynastoletnia ofiara śmiertelna, a także ręka, która wg słów ówczesnego premiera J. Cyrankiewicza miała zostać odrąbana, gdy podniesie się ją na władzę ludową.

 

fot. www.polskieradio.pl

Komentarzy: 4 o “28 czerwca 1956 r. Pamiętamy.

Pozostaw odpowiedź znajoma Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.